Podsumowanie 2015 roku- wszystko dobre co udało się zrealizować. ;)

Podsumowanie 2015 roku- wszystko dobre co udało się zrealizować. ;)

            Kończąc 2015 rok czas się zastanowić jaki on był. Myślę, że ciężko jest wystawić jakąś jednoznaczną opinię, jednak z całą pewnością nie był zły!
W założeniach miał wyglądać inaczej w bardzo wielu kwestiach, jednak końcowo udało się zrealizować sporo planów, spełnić kilka bardzo ważnych marzeń!

            Osobiście już 2 stycznia wsiadłam w pociąg. Tydzień w górach minął niesamowicie szybko!
W międzyczasie trochę skoków narciarskich w telewizji, mecz plusligi pomiędzy BBTSem Bielsko Biała, a Czarnymi Radom,  ponadto spacery po Żywcu.
Wtedy nie stawiałyśmy tak bardzo na zwiedzanie jak na odpoczynek!

            Ferie były już o wiele bardziej intensywne.
Poza słodkim lenistwem odwiedziłyśmy Szczyrk oraz Skrzyczne. Przygoda zimna, ale zdecydowanie warta fatygi!


            Niestety, okres między lutym, a majem był tak intensywny, że nie można było sobie pozwolić na wyjazdy.
To wszystko trochę nadrobiłyśmy w maju jadąc do Zakopanego. (tutaj możecie poczytać więcej <część1> <część2>  )
Był to niesamowity czas- widok z Gubałówki wciąż tkwi mi przed oczami i jestem pewna, że go nie zapomnę!

Było cudownie. 3 dni błogiego lenistwa i po prostu spokoju.
Jak bardzo czasem potrzeba takiego wypadu wie chyba każdy. :)
Oprócz tego dłuższego wypadu udało się odwiedzić także ponownie Andrychów oraz Katowice.

            Czerwiec nie ustępował kroku poprzednikowi i zaczęłyśmy go równie intensywnie!
Już 5 ruszyłyśmy na Bydgoszcz. KLIK


Był to tak piękny, słoneczny dzień, że chyba mało kto wierzył, że to dopiero początek czerwca, a nie środek wakacji. 
Dzień podzieliłyśmy na dwie części tak, aby móc odwiedzić również Toruń! KLIK


Przy słonecznej pogodzie wszystko jest piękniejsze, a widoki z różnego rodzaju wież, robią jeszcze większe wrażenie.

            Upały dawały się we znaki, tak więc 6 czerwca wybrałyśmy się na Mazury. KLIK


Giżycko o 9 rano powitało nas chłodnym wiatrem znad jeziora, więc myślałyśmy, że nic z wygrzewania w słońcu, szczególnie, że postawiłyśmy na rejs statkiem.
Nic bardziej mylnego! Woda i olejek to naprawdę nie najlepsze połączenie. Do domu wracałyśmy spalone jak raki, ledwo mogąc się ruszyć- w moim przypadku oznaczało to tydzień przymusowego wolnego. ;/

            Ostatnie tygodnie czerwca to już droga z górki w szkole, ale również prawo jazdy.


Teorię zaliczyłam w zaledwie dwa weekendy, a później już tylko jazdy.
To niestety sparaliżowało wakacyjne plany na dalsze wyjazdy.

Dopiero 20 lipca udało się wybrać do Elbląga. KLIK


Miasto teoretycznie mało znane jako turystyczne, ale nam naprawdę się podobało!
Kolejne dni były równie intensywne.
Wizyta w skansenie w Olsztynku. 

Następnego dnia zamek w Malborku. KLIK


Było świetnie!

            Po ponad półtora miesiąca wakacji, które byłam uziemiona w domu w końcu ruszyłam w kraj.
Żywiec przywitał 12 sierpnia. Był to w końcu czas na odpoczynek, jednak po kilku dniach trzeba było wracać na egzamin.
Zawitałam na jeden dzień do domu, zdałam i wróciłam na wakacje!
Wtedy odpoczynek, odkrywanie okolicy oraz wycieczka na Żar. KLIK




            Jedno z największych marzeń życia stało się faktem- miałam prawo jazdy! ;D
Największym minusem było to, że praktycznie wakacje były stracone... :(

            Wrzesień- moja 18, a do tego początek roku, klasa maturalna.. organizacyjnie ciężko było wyjechać. Udało się jedynie odwiedzić Szczytno. MIASTO POFAJDOKI 




Później dopiero w listopadzie wpadł nam spontaniczny pomysł na wizytę w Bydgoszczy! KLIK1 KLIK2 Tak naprawdę celem był mecz Łuczniczki z CerrademRadom, jednak przy okazji bardzo chętnie odwiedziłyśmy kilka zakątków miasta.     






To był ostatni taki wypad w tym roku. Mimo, że ciężko było je „upychać” w kalendarz, to jakoś udało nam się wycisnąć jak najwięcej!



            Co zapamiętamy poza naszymi wyjazdami?

·         Rozkopy w Olsztynie!
Miasto było całe sparaliżowane, do tego gigantyczne korki i temat tramwajów na każdym rogu... a teraz ogromne zamieszaniu po uruchomieniu linii.
·         Brązowy medal Mistrzostw Świata w piłce ręcznej.
·         Złoto Mistrzostw Europy i Świata kadetów w siatkówce. KLIK


·         Próbowanie nowych potraw, wymyślanie własnych przepisów.

            Teraz uciekamy szykować się na Sylwestrową noc- a jeszcze sporo roboty!

Wam wszystkim życzymy szampańskiej zabawy i szczęści a Nowym Roku!
           


Zimowy Żywiec nocą- w świątecznym przybraniu!

Zimowy Żywiec nocą- w świątecznym przybraniu!

            Żywiec- magiczne miasteczko!

Zakochałam się w nim, gdy po raz pierwszy tam pojechałyśmy.
Jest małe, spokojne, ale ma również swój wyjątkowy klimat, który mi bardzo przypadł do gustu!

            Byłyśmy już tam niejednokrotnie po zmroku, jednak zazwyczaj pogoda niedopisywana. 

Tym razem z domu wyjechałyśmy późnym popołudniem, a w planach miałyśmy po raz kolejny odwiedzić mini zoo (o tym w następnym poście), a później trochę pospacerować po mieście, gdy wszystko będzie już schowane w ciemności, z tą nutką tajemniczości, a jednocześnie rozświetlone przez wszechobecne świąteczne lampki.


            Tak właśnie wyglądał Żywiec zimą 2014/2015! 

     Zaczęłyśmy standardowo od parku!

Z tęsknoty...

Z tęsknoty...

     Święta.. cóż- dla mnie to obecnie tylko kilka dodatkowych wolnych dni + to całe bezsensowne zamieszanie, komercja i składanie życzeń ludziom, z którymi normalnie, tak na co dzień nawet się nie rozmawia. Jak można chcieć łamać się opłatkiem z kimś kogo się nienawidzi? Naprawdę nie rozumiem! Przełamie się, a za chwilę za plecami leci wszystko co najgorsze... Po co!

     Dziś „cudowny” pierwszy dzień. Od rana nie wstaję z łóżka. Serce mnie boli. Leżę i myślę czy bardziej fizycznie czy mentalnie... i nie wiem. Chyba jedno i drugie.

Jak byłam mała może i święta miały coś w sobie, wtedy wszystko było inne- teraz... chciałabym być na jakiejś ciepłej, piaszczystej plaży i wylegiwać się w słońcu- odpocząć od tego!

     Jeszcze rok temu planowałam te święta inaczej- z najważniejszą osobę w swoim życiu blisko, w SWOIM Domu, szczęśliwa... budując własne- najlepsze wspomnienia!
Nie wyszło. Wiele się popsuło, wiele się zmieniło... I jestem tu, gdzie jestem.
Zdenerwowana na ludzi, którzy mieli być blisko, pomóc...

Siedzę tak w pokoju i zaczynam myśleć.. kto wie- może jeszcze zatęsknię!

     Uspokajam się i po prostu tęsknię za tamtym życiem, za niezależnością... za spokojem, który miałam w sobie, a przede wszystkim za Domem! Moim. Tym mentalnym.

źródło
     Żałuję decyzji o tym, że zostałam tutaj do matury... to był błąd.. i to duży! Nigdy sobie tego nie wybaczę...
ale teraz jest czas żeby się zebrać i zacząć od zera, bo z decyzji o wyjeździe już nie zrezygnuję- chociaż kosztuje mnie ona w zasadzie wszystko.
Moje życie, moja wolność, marzenia i niezależność- a teraz walka!

Święta, nie święta. To najlepszy czas żeby zrobić krok do przodu ku temu.
Strasznie się cieszę, że jest to miejsce- ten blog. Będzie to jakaś dodatkowa motywacja!
Może i to powyżej to tylko kilka zdań zlepionych w dziwnym nieładzie, ale dla mnie to coś więcej.
O wiele więcej!
Gońce za marzeniami, nie za ludźmi. Odpowiedni ludzie sami się pojawią. I ZOSTANĄ!

Wszystkim Wam obchodzącym Święta życzę dużo dużo zdrowia, spokoju, no i oczywiście determinacji do spełniania swoich najskrytszych marzeń!

Wesołych Świąt Kochani :)
Przyjaciel... za szklanym ekranem. Kilka przemyśleń o tym, ile kosztuje chęć osiągnięcia sukcesu.

Przyjaciel... za szklanym ekranem. Kilka przemyśleń o tym, ile kosztuje chęć osiągnięcia sukcesu.

            Aura złotej polskiej jesieni już dawno zamienia się coraz bardziej w pluchę- chociaż tak naprawdę dawno powinien leżeć śnieg. U mnie mżawi, pada.. a czasem naprawdę leje. Zdarza się również grad i burze. Pogoda nie rozpieszcza.
Dni stają się krótkie... bardzo krótkie! Wychodząc do pracy czy szkoły jest JESZCZE ciemno, a wracając JUŻ ciemno. Nic przyjemnego.

Chce się spać, jesteśmy zmęczeni... I nagle mimo wielu obowiązków znajdujemy czas na lenistwo; na przemyślenia, powrót do dawnych czasów.
Ilekroć zdarzało mi się siąść przed komputerem z kubkiem herbaty lub innym napojem i przeglądać stare zdjęcia. Jakoś łapie taki nastrój...

            Wspomnienia czasami są bardzo przyjemne, czasami mniej, a co jeśli łączą się te dwie cechy? Znacie uczucie, gdy po bardzo mulącym, deszczowym dniu siadacie wygodnie na kanapie, próbujecie poprawić sobie humor... odruchowo włączacie telewizor, a tam znajoma twarz...?
Jeśli tak to doskonale wiecie co czuję, jeśli nie... prawdopodobnie tak naprawdę nigdy tego nie zrozumiecie.

            Jeszcze nie tak dawno spędzaliście razem wszystkie wolne chwile, każdy weekend, popołudnie, które przeciągało się prawie do rana...tyle rozmów, żartów, śmiechu.. a dziś? Dziś w zasadzie nie macie kontaktu.
On wyjechał robić karierę w wielkim świecie, Ty jesteś w swoim świecie- równie wielkim i też walczysz o swoje marzenia.  

Nie ma kompromisów.

Nie ma czasu na to, co dawniej.. Najgorzej jest jednak, gdy regularnie widzisz go na ekranie telewizora, siedząc w domu.. dziwne uczucie... bardzo dziwne!

            Złościsz się, gdy tylko coś idzie nie tak, gdy plan nie wychodzi w 100% tak jak miał wyjść. Wszystko to odbija się na codziennym życiu i obecnych obowiązkach, ale Ty znasz doskonale cenę, którą wszyscy płacicie każdego dnia. I tęsknisz. Po prostu tęsknisz za czasami, gdzie byliście tylko dzieciakami z marzeniami i paczką przyjaciół na co dzień- po prostu blisko siebie!

            Cieszysz się, że ktoś tak bliski ma szansę osiągnąć wiele, każdy sukces to ogromna feta, jednak radość tą często przesłania pewne egoistyczne uczucie które chciałoby, aby wciąż było jak dawniej- a to już nie możliwe!

Zbyt wiele zmieniło się w życiu każdego z Was. Zbyt bardzo zmieniliście się Wy sami.
Doskonale widzisz te zmiany i tak czy siak musisz je brać pod uwagę przy każdym kolejnym ruchu.
To nie jest proste. Szklany ekran nie pomaga. Niby tak blisko.. a jednak tak daleko!
Wtedy najgorzej uciec przed wspomnieniami, które męczą... i męczą.
Ojj i to bardzo. Za dnia są zdjęcia, po nocach śnią się przeżyte chwile...

            Znacie to uczucie? Ja znam. Aż zbyt dobrze! Często chciałabym móc je z siebie jakoś wyrzucić, ale się nie da. Nie da się wymazać ze swojego życia najlepszych wspomnień, czegoś co przez tyle lat mnie kształtowało...- nie chce tego! 
Osoba na ekranie to już nie ta Osoba, która jeszcze nie dawno była tak bliska, którą spotykałam na każdym kroku..
Wszyscy jesteśmy teraz gwiazdami- każdy w swoim życiu.
Szkoda tylko, że każdy gdzie indziej. Szkoda, że na odległość.... 


Postcrossing: Allgäu (Niemcy)

Postcrossing: Allgäu (Niemcy)

Bardzo ucieszyła mnie kolejna pocztówka otrzymana z Niemiec.
Tym razem nie przedstawiała ona żadnego miasta, a piękne Allgäu zimą.



Allgäu leży w południowej części Niemiec i jest regionem znajdującym się na terytoriach kilku landów.
źródło/author

Słynie przede wszystkim z pięknych krajobrazów i aktywnych form wypoczynku.
źródło/author

10 najwyższych szczytów Alp Algawskich to:

  • Großer Krottenkopf – 2657 m
  • Hohes Licht – 2651 m
  • Hochfrottspitze – 2649 m
  • Mädelegabel – 2645 m
  • Urbeleskarspitze – 2632 m
  • Steinschartenkopf – 2615 m
  • Bockkarkopf – 2609 m
  • Marchspitze – 2609 m
  • Bretterspitze – 2608 m
  • Biberkopf – 2599 m
Kolejną bardzo ciekawą atrakcją turystyczną- poza górami oczywiście- jest na pewno Zamek Neuschwanstein.

źródło/author

Mnie zaciekawił już kilka lat temu i z każdym kolejnym zdjęciem jestem pod coraz większym wrażeniem.

Ukryty gdzieś między rozciągającymi się pasmami górskimi zdumiewa swoimi rozmiarami i wyglądem!

Uważam, że naprawdę warto odwiedzić te miejsca i poświęcić tam trochę czasu, bo szczególnie krajobrazy są naprawdę przepiękne!

Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzna 2016r.

Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzna 2016r.

Mimo, że ostatnio mniej piszemy o wydarzeniach sportowych, temat ten nas nie opuszcza. Dziś jest właśnie idealna pora aby opowiedzieć Wam o czymś bardzo ciekawym.


 Polska będzie w dniach 15-31 stycznia 2016r. organizatorem Mistrzostw Europy w Piłce Ręcznej Mężczyzn.


 Jest to dla nas okazja, do zobaczenia naszych szczypiornistów w akcji. Wiele zespołów by dostać się na ten turniej musiało przejść przez długie turnieje kwalifikacyjne, które wyłoniły 15 zespół do walki o zwycięstwo w turnieju. Polska jako gospodarz uzupełniła stawkę.
Aż 16 zespołów zostało losowo podzielonych na 4 grupy.
  • Polska zagra w grupie Az Francją, Macedonią i Serbią na hali w Krakowie.
  • W grupie B znalazła się Chorwacja, Islandia, Białoruś oraz Norwegia, którzy swoje siły zmierzą w Katowicach.
  • Drugą na równi Polsce jest dla nas reprezentacja Niemiec, która zagra we Wrocławiu z drużyną Hiszpanii, Szwecji i Słowni.
  • Ostatnią grupę tworzy Dania ,Węgry, Rosja oraz Czarnogóra, oni zagrają w Gdańsku i Sopocie.


 Postanowiłyśmy napisać o tej imprezie, ponieważ jest ona niezwykle ważna. Reprezentacje Polski jak i Niemiec nie są tylko grupą zawodników, nie zależy nam tylko na suchym oglądaniu meczy, śledzenia wyniku..
Ten sport i te zespoły są w naszych sercach. Przeżywamy każdą akcje, śledzimy każda informację o stanie zdrowia każdego zawodnika, jeśli powiem, że tym żyjemy to Was nie okłamię. Przezywanie na hali każdej akcje, w kilku tysięczna grupą fanów na hali jest najlepszym uczuciem na świecie!

Już raz miałyśmy ku temu okazje, o czym mogliście przeczytać w tym poście.Wtedy postanowiłyśmy sobie, że nie przepuścimy żadnej okazji by kibicować Naszym na żywo, na hali.


 Bilety na mecze kupiłyśmy jak tylko zostały wrzucone do sprzedaży.

Ceny odstraszyły... na najważniejsze mecz fazy finałowej nie mogłyśmy sobie pozwolić, ale na te grupowe oczywiście mamy! 







     Jest to pierwsza tak duża impreza seniorska w piłce ręcznej w naszym kraju. Miejmy nadzieję, że w innych miastach mówi się o nich więcej. 

 
 Zachęcamy Was wszystkich serdecznie do śledzenia w styczniu losów naszej reprezentacji, w takim wydarzeniu trzeba wziąć udział!




Kocham szpilki!

Kocham szpilki!

            Szpilki… coś co kochamy- no nie dziewczyny? Chyba nawet nie tylko my :pp

Powiedzmy, że moja miłość do tego typu „obuwia” (chociaż sądzę, że szpileczki to coś więcej niż obuwie!) zaczęła się już dosyć dawno temu, jednak z każdym rokiem jest coraz silniejsza!

Byłam zawsze po minimum kilkanaście centymetrów niższa od ludzi, którymi się otaczałam, więc normalną sprawą był wyższy obcas- przywykłam, pokochałam, a teraz nie wyobrażam sobie tego, by raz na jakiś czas nie kupić jakiejś nowej pary.

Jedyny problem to u mnie rozmiarówka- zazwyczaj są o pół rozmiaru za duże lub za małe i trzeba się prawdziwie natrudzić by znaleźć idealne :(

Te które znalazłam ostatnio w Deichmannie były prześliczne, a do tego bardzo wygodne, jednak niestety.. odrobinę za małe :(
Zastanawiałam się czy się nie rozchodzą, ale ciut za dużo kosztowały by ryzykować…

                        
Może którejś z Was się spodobają. Serdecznie polecam wybranie się do sklepu i sprawdzenie. Może akurat ;)
Od jakiegoś czasu- odkąd kolano nie pozwalało mi chodzić na jakimkolwiek obcasie musiałam przystopować, ale teraz koniec z tym!
Poboli to poboli- trudno! Takiej przyjemności nie da się sobie odmówić.
I chyba… nawet trampeczki przegrywają- chociaż je również uwielbiam!

     Prezentują się pięknie w każdej sytuacji, od razu wygląda się inaczej, a do tego dla mnie są po prostu wygodne! Nie powiem. Są czasami cudowne "chodniki" po których ciężko iść, ale mimo wszystko- są najlepsze! ;D

            A jak to jest z facetami.. no cóż. Idź z takim na zakupy- to dopiero jest ubaw!
Na początku coś w stylu „a po co Ci. To przecież takie niewygodne”, a później to nosić i nosić. Najlepiej każda i wszędzie… Heh oni już chyba tacy są :)

            Miłego wieczoru Wam życzę i być może.. udanych zakupów w najbliższym czasie.
W końcu na Sylwestra trzeba się wystroić ;)



P.S. Od jakiegoś czasu postanowiłyśmy wrzucać co jakiś czas takie luźniejsze, krótsze posty. Mamy nadzieję, że to nie był zły pomysł i się Wam spodoba :)
Grudzień.. niczym w raju ;D

Grudzień.. niczym w raju ;D

Grudzień, grudzień.. niby zima już blisko, a jednak... rześki powiew "lata"

     Po nocy, która przeciągnęła się do rana, światło dające po oczach nie było zbyt miłym uczuciem i najchętniej bym się przed nim schowała!
Obudziły mnie promienie słońca dosyć wysoko wznoszącego się już nad horyzontem, a tu trzeba się było jeszcze zebrać do siebie.. uwierzcie- nic przyjemnego!

Jednak, gdy udało się trochę odespać, wstając dobrze po południu poczułam się jak w raju!


     Piękne czyste niebo na którym widać było zaledwie kilka delikatnych obłoczków, świecące słońce, ciepło odczuwalne co prawda tylko przez okna (bo na zewnątrz wieje potężny wiatr), ale jednak!

Było cudownie! Niczym w raju.
Od razu wrócił mój cudowny humor i nie dało się nie śmiać- chociażby do siebie! ;D

Ile ja bym dała żeby w najbliższym czasie było więcej takich cudownych dni... a nie tylko ten walący w dach deszcz!

Trzymajcie się cieplutko. Miłego wieczoru ;)
"W rytmie muzyki" -zapraszamy ;)

"W rytmie muzyki" -zapraszamy ;)

            Zakładając tego bloga miało być to miejsce, gdzie będziemy pokazywać siebie.
Chciałyśmy podzielić się tu m.in. relacjami z naszych wyjazdów, ale również przekazać cząstkę siebie na co dzień.

Od zawsze nieodłącznym elementem w moim życiu była muzyka. 

źródło/author
Słucham jej zawsze w aucie i śmiało mogę powiedzieć, że bez niej ciężko byłoby mi jeździć. Czuję się wtedy jakoś nieswojo.
Często bywa tak, że radio włączę jeszcze przed przekręceniem kluczyka w stacyjce!

            Odkąd przeprowadziłam się poza miasto i dojeżdżam do szkoły, to dziennie nazbiera się kilka godzin. Zresztą, po powrocie muzyka nie przestaje mi towarzyszyć! 
Łatwiej jest mi się przy niej skupić, ale również odciąć od problemów i najzwyczajniej w świecie zrelaksować.
Często zasypiając nie wyłączę radia i gra ono aż do rana, a wtedy budzi mnie jakimiś (zazwyczaj) przyjemnymi dźwiękami! ;)

            Jest wiele utworów, które sobie cenimy- z przeróżnych względów.
Część przynosi dobre bądź trochę gorsze wspomnienia, a inne po prostu same sobą zapraszają do zabawy. 
Jedne mają genialny tekst, w który można wsłuchiwać się godzinami i wyciągać coś dla siebie, lecz są i takie, które bez tekstu bronią się innymi elementami i zapadają w pamięci na długo.

            Tym wszystkim chcemy się z Wami podzielić!
Naszymi ulubionymi utworami, często z przemyśleniami czy innymi wspomnieniami wiążącymi się z konkretnymi z nich.

Takim sposobem zapraszamy Was na posty o tej właśnie tematyce, które będą miały różną częstotliwość, jednak mamy nadzieję, że Wam się spodobają.

Pozdrawiamy ;)
Cel: Matura #1

Cel: Matura #1


     Ciepłe, słoneczne dni już dawno minęły. Teraz dookoła chłodna, ciemna i mokra aura, pracy coraz więcej....
Za dwa dni mamy grudzień, a ja już naprawdę czuję to, że matura coraz bliżej.

     Weekend zazwyczaj zaczynam w piątek ok. 15.
Nie inaczej było i tym razem. Co prawda skończyliśmy godzinę wcześniej niż zawsze, ale mimo wszystko dzień strasznie się ciągnął.
Ostatnio ogólnie mam olbrzymi problem z wysiedzeniem w szkole. Odliczamy sekundy do końca ostatniej lekcji.. 13:15- dzwonek!
Kilka minut spaceru, zakupy w tesco i pół godziny w kolejce. Potem w auto i szybko (mimo okoliczności na drodze, które mnie potwornie zdenerwował) do domu! Przed 15 miałam "wolne"

     No właśnie... jeśli chodzi o to wolne to naprawdę kwestia dyskusji. O jakim wolnym można mówić, jeśli po wyjęciu książek i przebraniu tego z czego nie ma nic zadane/do nauki patrzymy... a tam 90% to nauka.. NA JUŻ!
I zaczyna się kolejny dzień.. szkoły- w domu.
Oni chcą mieć wolne popołudnie, wolny weekend, a my mamy siedzieć nad tym 7 dni w tygodniu....
Fakt- kiedyś podchodziłam do tego inaczej. W piątek po szkole rzucało się w domu torbę, którą w poniedziałek się przepakowywało i prosto do szkoły. Tylko co z tego..
Jeśli jakkolwiek chce się pogodzić szkołę i własne życie trzeba byś naprawdę mega ogarniętą osobą! ;)

Co jak co. Jest w szkole tyle przedmiotów, tyle „ważnych” kwestii do nauki, jednak ja mam swój cel znaczący więcej niż wszystko inne. Mam języki do nauki. 
Mimo zmęczenia warto poświęcić im swój czas, jeśli wiąże się z tym swoją przyszłość.
Od piątku musiałam przyswoić ponad 400 słówek- wszystko jest do wykonania jeśli się tylko bardzo chce. ;)

     Jest już ogromne zmęczenie, chciałoby się trochę wolnego, ale zawsze tą odskocznią był i jest niemiecki. Bardzo cieszę się, że mam ten cel. On mnie trzyma!
A teraz.. kierunek matura! 

   Krótki pościk w przerwie nauki. Drobna odskocznia od tego.
Miłego wieczoru Kochani :)
Wisła Czarne- z wizytą u Prezydenta.

Wisła Czarne- z wizytą u Prezydenta.

                Podczas naszego pierwszego wyjazdu na skoki do Wisły, postanowiłyśmy przy okazji również odwiedzić jakieś nowe miejsce. Tym razem wybór padł na.. rezydencję prezydenta!

                Tuż po zakończonym konkursie ruszyłyśmy w drogę. Dojechanie tam nie powinno sprawić nikomu żadnych problemów.
Jadąc ze skoczni w Wiśle Malince w kierunku centrum Wisły natrafiamy na kierunkowskaz wskazujący drogę w lewo i prowadzący na Wisłę Czarne. Z tego miejsca do Rezydencji jest ok. 5km
                Jadąc przeciętnej jakości drogą mijamy po drodze tamę i zbiorniki wodne w których prowadzone są hodowle pstrągów.

                Następnym miejscem które warto odwiedzić, jest Zapora na Jeziorze Czerniańskim.
Jest to wyjątkowe miejsce.  Duża betonowa zapora obecnie jest atrakcją cieszącą się wśród turystów sporym zainteresowaniem.


Wisła- urocze miasteczko Beskidu Śląskiego z Adamem Małyszem w tle

Wisła- urocze miasteczko Beskidu Śląskiego z Adamem Małyszem w tle

                Wisła- miasteczko turystyczne w głębi Beskidu Śląskiego. Mi zawsze kojarzyło się w zasadzie tylko ze skokami narciarskimi, a także dobrze rozbudowaną turystyką.

Centrum Wisły położone jest na wysokości 430 m n.p.m. Otaczające je grzbietowiska przewyższają doliny o 300 do 600 m

Wieś wzmiankowana po raz pierwszy w łacińskim dokumencie z 1223 roku gdzie zanotowana została w zlatynizowanej formie „Vizla”. 
Historia dzisiejszej Wisły sięga przełomu XVI i XVII wieku, kiedy to pojawili się tu pierwsi osadnicy. Byli to drwale pracujący na rzecz książąt cieszyńskich, dostarczający drewna opałowego i gontów na potrzeby zamku w Cieszynie.
Od drugiej połowy XIX wieku, okolice Wisły odwiedzane są przez coraz większą liczbę podróżników. 

                Nasz wyjazd nie zaczął się zbyt ciekawie. Wjeżdżając do miasta nie ma w zasadzie żadnego oznakowania na centrum (jest za to... "internet") i już na samym początku wjechałyśmy nie w tą drogę co powinnyśmy.


TOP 15- Bydgoszcz (listopad 2015)

TOP 15- Bydgoszcz (listopad 2015)

                W ostatnich trzech postach pokazałałam Wam trochę Bydgoszczy, którą miałam okazję zobaczyć w czasie ostatniego wyjazd.
15 jest dla mnie wyjątkową liczbą, dlatego dzisiaj na podsumowanie sporządziłam takie TOP 15 z tego miasta. Czyli to, co najbardziej spodobało się…. na zdjęciach!

Zobaczcie do których najbardziej lubię wracać. Zapraszam ;)

1.

Perełki Bydgoszczy cz. III -mecz Łuczniczka Bydgoszcz vs. Cerrad Czarni Radom

Perełki Bydgoszczy cz. III -mecz Łuczniczka Bydgoszcz vs. Cerrad Czarni Radom

            W ostatnim czasie pokazałyśmy Wam trochę Bydgoszczy naszymi oczami, dzisiaj przedostatni post z odwiedzin w  kujawsko-pomorskim- dla nas w zasadzie najważniejszy.
To był nasz główny powód podróży, ale też motywacja do zrealizowania kolejnego celu z naszej listy marzeń.


Wszystko zaczęło się dokładnie dwa tygodnie temu licząc od dziś.
Oglądałyśmy mecz mojego miejscowego AZSu z Bydgoską Łuczniczką, na boisku sporo znajomych „osobistości” i tak z pewnych osobistych względów przyszedł nam pomysł wyjazdu na mecz.
            W przypadki nie wierzę, gdy tylko zobaczyłam, że mecz z Czarnymi Radom zaczyna się o 14:45, a żeby zdążyć na powrotny pociąg do Olsztyna musimy wyjechać z Bydgoszczy o 18 wiedziałam już, że na spokojnie zdążymy! Decyzja zapadła- w sobotę jedziemy na mecz!
Kilka minut zajęło dokładne sprawdzenie wszystkich informacji- odnośnie meczu, pociągów i innych drobiazgów oraz kupienie biletów.
Cztery dni później siedziałyśmy już w pociągu.

            Z Bydgoskim klubem (a w zasadzie klubami) wiąże się bardzo wiele moich wspomnień. Los chciał, że we wszystkich młodzieżówkach, tak czy siak na nich trafialiśmy- i to po kilka razy w ciągu sezonu (biorąc pod uwagę różne kategorie). Miło wspominam tamte czasy.

Łuczniczka nie była mi obca, bywałam już dawniej sama, więc nie było problemem odnalezienie się tam, jednak przez chęć zwiedzenia miasta, a później (planowo) szybki obiad omal nie spóźniłyśmy się na początek spotkania.

            Wybrałyśmy sektor lekko z boku, jednak taki z którego będziemy widziały całe boisko i uważam, że to się nam idealnie udało!
            Pierwszym miłym zaskoczeniem już przy wejściu byli mało upierdliwi ochroniarze.
Nie było sytuacji, gdzie sprawdzali by po 10 razy legitymacje, czy też przetrząsali kilkakrotnie torbę i mieli jakieś zastrzeżenia chociażby co do cukierków, a i takie sytuacje już mi się przytrafiły!
            Kolejnym plusem byli kibice na trybunach. Było ich znacznie więcej niż na podglądzie sprzedanych biletów, który sprawdzałam dzień wcześniej.
   
   
            Szybciutko znalazłyśmy swoje miejsca, po czym próbowałam ogarnąć wszystko dookoła siebie. No i negatywne zaskoczenie- jedno! Późnej zauważyłam coś czego zupełnie się nie spodziewałam! W składzie gospodarzy... Janek Lesiuk!


To był dla mnie szok. I to olbrzymi, ostatnio widziałam go jeszcze na rozgrywkach juniorskich, a tu taki „awans”.


Chyba nie tylko mnie to zaskoczyło, bo rozmowa państwa obok wskazywała na to, że miejscowi także nie do końca się orientowali. Cytując jedną z rozmów:
-Kto to wszedł?
-Jakiś... Lesiuk
-Kto?
-Nie znam. Lesiuk.
Szczerze powiem, że nie ma się im co dziwić, ale mam nadzieję, że już nie długo nie będzie takich pytań odnośnie tego zawodnika!
Dla mnie osobiście była to olbrzymia- bardzo pozytywna niespodzianka!

     Szybkie powitanie drużyn i już zaczynał się mecz.






            Będąc na tej hali, wśród tych wszystkich kibiców, ale też w momencie, gdy znowu poczułam tą atmosferę siatkarskiego widowiska i ludzi których znałam, nie umiałam się nie zaangażować tak całym sercem w to spotkanie. Pół żartem pół serio to podświadomie nawet ubrałam się w klubowe barwy :p

            Przeżywałam chyba każdą piłkę i żal było coraz bardziej, gdy widziałam jak bardzo nie idzie.








Pogrążały nas głównie własne błędy i niewykorzystane sytuacje, których było mnóstwo, ale również coś co mnie strasznie denerwowało- NAJBARDZIEJ- w całym meczu.... brak zmian!

Nie rozumiem dlaczego tak ciężko jest wprowadzić na boisko kogoś nowego, jakąś świeżość, jeśli graczom na parkiecie najzwyczajniej nie idzie. Czy to jest naprawdę takie ciężkie dać komuś możliwość pokazania swoich umiejętności? Szczególnie jeśli drużyna i tak znacznie przegrywa, a każda kolejna akcja przynosi więcej strat niż zysków.

Siedziałam tam i nie mogłam tego zrozumieć.
Dlaczego zmiany są możliwe dopiero przy wyniku 19:24 itp.
Ehh ciężko się na to patrzyło i m.in. przez to z hali wychodziłam w podłym humorze. Już nie chodziło o wynik, ale o taką sytuację...
Smutne refleksje to przynosi.

            Mimo tego faktu cieszę się, że w końcu po dosyć długiej przerwie miałam możliwość odwiedzenie Plusligowych parkietów. Wiem jak bardzo tego potrzebuję i tym razem ponownie się w tym utwierdziłam.

W głowie utkwiło mi też wiele widowiskowych akcji i pozytywnych emocji, które niesie ze sobą przeżywanie meczu razem z innymi kibicami.
Pomimo tego, że jestem przyzwyczajona do trochę innego stylu kibicowania jaki panuje u nas w Olsztynie to naprawdę mi się podobało! Chętnie zawitam tam jeszcze nie raz!
Zapomniałam jeszcze dodać, że maskotka jest przesympatyczna!


W odpowiednim towarzystwie naprawdę wszystko jest wyjątkowe!
Mecz skończył się niestety szybkim 0:3 co wcale mnie nie cieszyło!
Było bardzo przykro z tego powodu, ale czas wracać do domu i liczyć, że po prostu następnym razem będzie lepiej!

            Bydgoszcz pożegnała nas lekkim zagubieniem drogi na dworzec, jednak miałyśmy bardzo dużo czasu do pociągu i nie było problemu żeby zdążyć!
Już w Olsztynie również wszystko poszło sprawnie. Część świateł była już wyłączona, na ulicach niewielki ruch... jedyne co lekko utrudniało życie to potworna mgła poza miastem!
Ale i to dało się znieść. Takim sposobem po ponad 19 godzinach w drodze, tuż przed północą wróciłyśmy do domu.


            Wyjazd bardzo intensywny, ale jak najbardziej udany (tylko wynik mógłby być inny...)!














Copyright © 2016 1001 Podróży , Blogger