Żywiec- mini zoo

Żywiec- mini zoo

Żywiec ma wiele urokliwych miejsc, jednak być może niewielu z Was wie, że znajduje się tam również mini zoo.

Położone jest na obrzeżach parku miejskiego. Nie jest wielkie obszarem, jednak można tam naprawdę przyjemnie spędzić wolny czas, a i bardzo miło się tam wraca!

Za główne atrakcje można uznać stadninę koni, hodowlę danieli, kóz, różnych ptaków, owiec czy królików.
Wszystko mieści się blisko siebie i w zasadzie można to zobaczyć w przeciągu tak kilkunastu minut jak i w ponad godzinnych wycieczkach.

Zoo otwarte jest dla wszystkich zwiedzających, wstęp jest darmowy.

My zaczęłyśmy od kóz, owiec i innych rogatych, których zagrody znajdują się tuż przy wejściu.


Żywiec- Park Miniatur

Żywiec- Park Miniatur

Po ostatnich postach z Żywca dzisiaj chcemy pokazać Wam coś bardziej szczegółowego.

Podczas jednego ze spacerów w parku zdecydowałyśmy się zajść do znajdującego się tam parku miniatur.


Polacy Mistrzami Świata Kadetów!!

Polacy Mistrzami Świata Kadetów!!

     Dzisiejsza noc była bardzo długa dla wszystkich bardziej zaangażowanych w naszą siatkówkę. Dokładnie 14 sierpnia nasi kadeci rozpoczęli bój na MŚ w Argentynie, a dzisiejszej nocy walczyli w finale z gospodarzami, by dokładnie o 2.56 naszego czasu zdobyć historyczne złoto!

źródło: http://u19.men.2015.volleyball.fivb.com/en

źródło: http://u19.men.2015.volleyball.fivb.com/en

     Może nie umiem opisywać ważnych spotkań, może również się nie znam, jednak bardzo zależało nam na tym, aby napisać tutaj chociaż kilka zdań o tym turnieju. Młodzieżowa siatkówka jest nam bliska- szczególnie w ostatnich latach i trochę szkoda, że takie rozgrywki zauważa się dopiero przy wielkich sukcesach, jednak to temat rzeka na zupełnie oddzielny wpis. Dzisiaj troszeczkę o zakończonych Mistrzostwach Świata. Bardziej subiektywnie niż obiektywnie, jednak "na świeżo" ciężko panować nad emocjami...

     Jeszcze przed turniejem byliśmy stawiani w roli faworytów i roli tej się na pewno nie baliśmy. Dobra 'passa' zaczęła się w zasadzie w 2013 roku na tej samej imprezie w Meksyku, jednak sukcesy tego zespołu na dobre zaczęły się rok temu we wrześniu na ME juniorów w Czechach i na Słowacji, gdzie zdobyliśmy wicemistrzostwo. Już wtedy ze starszymi rocznikami walczyła część obecnej kadry kadetów co zaowocowało późniejszym złotem na ME w kwietniu tego roku.

     MŚ rozpoczęliśmy spotkaniem z Bułgarią, następnie pokonaliśmy Iran, Chile oraz Tajwan. Pomimo, że nie wszystkie mecze były proste to wywalczyliśmy pierwsze miejsce w grupie i w 1/8 finału trafiliśmy na azjatyckiego rywala- Japonię, a w 1/4 zmierzyliśmy się z Chińczykami.

 Nasi zawodnicy pokazali swoją siatkówkę i nie pozostawili rywalom złudzeń o tym kto zasługuje na miejsce w strefie medalowej. Same spotkania wywoływały zamieszanie w wakacyjnym terminarzu. Tu mecz o 14 lub 16, później o 19 albo 22, a nawet o północy. Czasami ciężko było zorganizować dzień, jednak naprawdę było warto!

Przez turniej szliśmy jak burza, mimo nadarzających się kłopotów umieliśmy je przezwyciężać i dzięki temu doszliśmy do samego finału nie doznając ani jednej porażki.

Powiem szczerze, że bardziej spodziewałam się w nim Rosji, jednak jak to mówią - ściany również pomagają gospodarzom, a i sama Argentyna niewątpliwie musiała zagrać świetny turniej.
Finał kosztował wiele wyrzeczeń nie tylko zawodników, ale także wszystkich kibiców w Europie ze względu na godzinę rozpoczęcia.

     Planowo mecz miał zacząć się o północy, jednak w praktyce przyszło czekać jeszcze prawie godzinę. Na rozbudzenie zaczęło się od nerwówki. Pierwszy set przegrany, mało punktowych bloków nie cieszyło. W drugim udało się wygrać, a końcówka trzeciego to bitwa punkt za punkt.

źródło: http://u19.men.2015.volleyball.fivb.com/en

Z każdym spojrzeniem na ekran nerwy rosły, szczególnie jeśli widziało się pole które przedstawiało błędy własne- do tamtego momentu oddaliśmy Argentyńczykom seta!

Mało było również bloków punktowych... Jednak jak to mówią Mistrzów się nie ocenia!
Chcąc się czepiać na pewno znalazły by się szczegóły, ale po co... jesteśmy Mistrzami Świata!

źródło: http://u19.men.2015.volleyball.fivb.com/en

     Chłopcy pokazali prawdziwą klasę. Po raz kolejny!! Bez sławy i rozgłosu robią swoje, cieszą się z tego i to jest ich olbrzymia wartość!
Świetnym uczuciem jest możliwość bycia częścią tego spektaklu.

Cytując kapitana "Przyjechaliśmy do Argentyny, aby wygrać turniej i udało się nam to zrobić. Uważam, że zasłużyliśmy na złoty medal." Każdy chyba również tak uważa !

Naszym łupem padły również dwie nagrody indywidualne!

źródło: http://u19.men.2015.volleyball.fivb.com/en


Złoty skład naszej drużyny:

Jakub Kochanowski, Tomasz Fornal, Dawid Woch, Bartosz Kwolek, Kamil Droszyński, Jakub Ziobrowski, Mateusz Masłowski
Patryk Niemiec, Łukasz Kozub, Jakub Szymański, Jędrzej Gruszczyński, Damian Domagała

źródło: http://u19.men.2015.volleyball.fivb.com/en

Gratulacje i dziękujemy!
Kulinarna Środa "Kotleciki żużu"

Kulinarna Środa "Kotleciki żużu"

          Od dawna chodził za nami pomysł by na obiad zrobić coś nowego.. i tak oto postanowiłyśmy przygotować, tak bardzo zachwalane przez innych kotleciki żużu.

Składniki
- pieczarki 0,5kg
-pierś z kurczaka 1kg
-pół kostki sera żółty
- 1 cebula
- 4 łyżki mąki pszennej
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- sól, pieprz
-przyprawa do gyrosa

Czas przygotowania: 45-60min
Porcja na 6-8 osób

                Nasze gotowanie rozpoczęłyśmy od pokrojenia piersi z kurczaka, w małą kostkę, do której dodałyśmy przygotowaną przyprawę do gyrosa.


                Następnie obraną i pokrojoną w drobną kostkę cebule podsmażyłyśmy na złocisty kolor.


                Kolejnym krokiem było obranie i pokrojenie pieczarek.


Usmażyłyśmy je na patelni, odrobinę przyprawiając solą i pieprzem.


                W czasie, gdy pieczarki się smażyły przygotowałyśmy pozostałe składniki, czyli jajka, odpowiednią ilość mąki oraz starłyśmy ser żółty.

                Gdy pieczarki były już gotowe, zmieszałyśmy je z gotową już cebulą, przesypałyśmy je do garnka, gdzie był już przygotowany wcześniej kurczak. Dodałyśmy jajka oraz mąką a na koniec dosypałyśmy ser żółty. Wszystko intensywnie wymieszałyśmy tak, aż uzyskało taką masę, aby to dobrze usmażyć. Jeśli masa będzie zbyt rzadka, dodajcie więcej mąki.

                Ostatnim etapem było usmażenie naszych kotlecików. Na rozgrzanej patelni z olejem rozprowadziłyśmy masę tak, aby powstały nie za duże placuszki.


                Smakowały przepysznie! Zróbcie to sami, polecamy! ;)
Postcrossing- wprowadzenie w świat pocztówkowej pasji

Postcrossing- wprowadzenie w świat pocztówkowej pasji

Dzisiaj coś zupełnie nowego!
Dla odmiany i urozmaicenia postanowiłyśmy pokazać Wam pewien projekt który bardzo lubimy! 
Być może część z Was już o tym słyszała, część nie. Postaramy się jak najlepiej przybliżyć tą ideę.




Jest to serwis społecznościowy przy pomocy którego możemy wymieniać się pocztówkami z innymi użytkownikami na całym świecie.

Ogólne zasady
Podstawą w staniu się członkiem społeczności postcrosserów jest oczywiście rejestracja.
Uzupełniamy swoje dokładne dane. Imię, nazwisko, adres zamieszkania. Nie są one oczywiście widoczne dla wszystkich. Dostępne są tylko dla osoby od której mamy otrzymać pocztówkę.

Następnie wypełniamy swój profil, czyli w skrócie piszemy kilka słów o sobie.
Tutaj istnieje pełna dowolność. Możemy napisać o tym czym obecnie się zajmujemy, co nas interesuje, jakie pocztówki chcemy otrzymywać itp.

Gdy już to zrobimy możemy wylosować pierwszą osobę do której będziemy mogli wysłać swoją kartkę.
Po chwili otrzymujemy jej dane oraz numer ID, który jest identyfikatorem naszej kartki w serwisie.
Wysyłając ją musimy napisać taki numer w wyraźnym miejscu, aby odbiorca po otrzymaniu przesyłki mógł zarejestrować ją w systemie, jest to potwierdzeniem tego, że wysłaliśmy kartkę, a tym samym teraz my powinniśmy spodziewać się przesyłki w naszej skrzynce pocztowej!



Podstawowa zasada mówi, że za jedną wysłaną pocztówkę również otrzymujemy przynajmniej jedną.

Istnieje też możliwość wysyłania prywatnych wiadomości między użytkownikami.
Dzięki nim możemy odnaleźć osobę która zadeklarowała chęć otrzymywania takich wiadomości w dowolnym- wybranym przez nas miejscu na świecie.
Piszemy wtedy do niej wiadomość i proponujemy np. wymianę kartek.

Mamy również do wyboru opcję skąd chcemy otrzymywać listy.
Czy tylko zza granicy czy również z kraju w którym mieszkamy.
Wszystko zależy od nas!

Ile kosztuje?

Rejestracja na stronie jest całkowicie darmowa, pozostałe koszty wiążą się z zakupem i wysłaniem pocztówki.
Wszystko zależy od tego co chcemy wysyłać. Zwykłe widokówki kosztują od 60gr w górę.

Później zaczyna być trochę drożej....
Znaczek pocztowy- międzynarodowy to wydatek 5zł. Jeśli chcemy przyspieszyć dotarcie listu na miejsce dopłacamy 20gr i wysyłamy jako priorytet.
na podstawie oficjalnego cennika Poczty Polskiej http://cennik.poczta-polska.pl/plik,1/cennik_uslug_powszechnych_w_obrocie_krajowym_i_zagranicznym_07052014.pdf

 I to na tyle wydatków.

Co nam daje?

Pozwala przede wszystkim na otrzymywanie pocztówek z różnych zakątków świata.
Dzięki temu możemy dowiedzieć się nowych rzeczy o tych bliskich jak i odległych (często nieznanych nam) krajach, innych kulturach, czy po prostu poznajemy zainteresowania innych użytkowników serwisu, śmieszne historie, a nawet możemy otrzymać lokalne waluty czy inne typowe na danym obszarze rzeczy.

Jaki zasięg ma serwis?
W zasadzie ma on użytkowników w znacznej większości państw świata.
Kartki wysyłane są nawet z Antarktydy!
Dzięki temu mamy szansę na otrzymanie naprawdę egzotycznych pocztówek!

Ile idą pocztówki?
Wszystko zależy od miejsca w które je wysyłamy.
W Europie- szczególnie na terenie Unii- czas od wysłania do dotarcia listu wynosi ok. 2-6 dni, jeśli natomiast chodzi o kraje pozaeuropejskie z tym bywa różnie.
Jedna kartka do USA doszła mi w 8 dni, inna szła ponad 3 tyg...
Tu chyba ciężko bardziej sprecyzować, ale na pewno w ciągu miesiąca dotrze do odbiorcy.

Teoretycznie Poczta deklaruje tak:
Priorytet:
  • w krajach strefy A (Europa łącznie z Cyprem, całą Rosją i Izraelem) do trzeciego dnia roboczego po dniu nadania (D+3),
  • w krajach strefy B (Ameryka Północna, Afryka), C (Ameryka Południowa, Środkowa i Azja), D (Australia i Oceania) do piątego dnia roboczego po dniu nadania (D+5).
Przesyłki nadane po godzinie 15.00  traktowane są  jako nadane w dniu następnym.
Ekonomia –  przesyłka zostanie doręczona w krajach europejskich do szóstego dnia roboczego po dniu nadania (D+6).
Podane terminy dostarczenia przesyłek są terminami przewidywanymi, ustalonymi na podstawie przyjętego standardu doręczania, który w przypadku strefy A wynosi 85% realizacji w podanym terminie, a stref B, C i D – 65%.

Gorzej jest z państwami Azjatyckimi i Afrykańskimi.
Tam gdzie poczta jest słabiej rozwinięta lub po prostu wciąż panuje cenzura okres ten się znacznie wydłuża.

Przy odrobinie szczęścia dojdą one w 2 tygodnie, jednak nie ma się co denerwować jeśli po miesiącu nie dotrze do nas informacja o rejestracji naszego ID.
Poczekajmy jeszcze trochę spokojnie.
Pocztówki naprawdę nie giną aż tak często, ale mogą zostać przetrzymane właśnie w którymś z punktów przesyłowych.

W przypadku gdyby pocztówka faktycznie zaginęła mamy 2 opcje.
Możemy albo wysłać ją ponownie lub jeśli mamy nadzieję na dojście tej pierwszej po prostu czekamy.
Po 60 dniach w drodze kartka taka zostanie oznaczona jako zaginiona, daje nam to możliwość wysłania kolejnej, jednak jeśli takowa dojdzie można ją zarejestrować w ciągu roku od momentu wylosowania.

Gdzie można je kupić?

Może to wyda się banalne pytanie, ale niektórzy mają z tym naprawdę spory problem.
O ile nie ma go w dużych miastach, tak w tych mniejszych już bywa różnie.
W dużych znajdziemy różne sklepiki, ale pocztówki dostaniemy też w empikach, przeróżnych księgarniach i papierniczych, ale przede wszystkim na poczcie!

Myślę, że z praktycznych informacji to byłoby na tyle.
Ja z postcrossingiem bawię się już ponad 1,5 roku mniej lub bardziej intensywnie.
Jest to naprawdę fajna strona. Polecam wszystkim lubiącym otrzymywać widokówki i nie tylko! :)
Piłka ręczna- trochę ode mnie.

Piłka ręczna- trochę ode mnie.

                Wszystko zawsze ma jakiś swój początek. Moja przygoda z piłką ręczną zaczęła się jak byłam jeszcze małym dzieckiem. W moim domu zawsze przy większych imprezach oglądało się mecze- szczególnie jeśli chodziło o gry zespołowe, one dominowały.

                W pierwszej klasie podstawówki zaczęło się coś więcej. Pamiętam jak w ramach zabawy braliśmy gumowe piłki i rzucaliśmy się nimi grając w zbijaka, później były pierwsze „mecze”,  bardzo to lubiłam. Lubiłam kontakt z piłką- dawało mi to naprawdę wiele radości.

Czas wtedy nie leciał aż tak szybko jak teraz, jako dziecko wszystko odbierało się zupełnie inaczej, zupełnie inaczej patrzyło się na świat, teraz wracam wspomnieniami do tamtego okresu i dostrzegam fakty o których wtedy nawet bym nie pomyślała.


                W drugiej klasie zapisałam się na pierwsze dodatkowe zajęcia. Oznaczało to więcej czasu poza domem, jednak było naprawdę fajnie. Mieliśmy bardzo zgraną grupę i wszyscy nieźle się bawili w czasie naszych „treningów”. Pierwsze półtora roku było luźniejsze, w czwartej klasie zaczęły się pierwsze poważniejsze mecze, jakieś zawody, a i same treningi już trochę inaczej wyglądały.
Zawsze miałam takie szczęście i zdolności, że coś sobie musiałam zrobić. Tu siniak, zdarta skóra, tam wybity palec. I tak na okrągło, jednak naprawdę to nijak nie zrażało!
Lubiłam tą dyscyplinę, odnajdywałam się w niej i wiele szczęścia dawała mi sama możliwość gry, bez względu na to, że czasem bolało…. Możliwość przełamywania własnych słabości, poprawianie błędów i ta adrenalina we krwi… To było właśnie to!

Z czasem każdy odnajdowała się w jakimś konkretnym miejscu na boisku. Ja też to zrobiłam dosyć szybko (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało ;p).

Pierwszą pozycją, na jakiej zagrałam był środek rozegrania, jednak już w pierwszych zawodach grałam na lewym rozegraniu i tam spędziłam trochę czasu. Nie było źle. Przyzwyczaiłam się do swojego miejsca i chociaż czasem było ciężko to się udawało. Później z konieczności (i chyba trochę za karę w ramach utarcia nosa) musiałam przenieść się na prawe rozegranie.
 Lubiłam, gdy ktoś dawał mi nowe wyzwania. Lubiłam sprawdzać sama siebie. Od zawsze tak było, jednak to było coś więcej. Zawsze byłam pyskata, zawsze miałam dużo do powiedzenia i swoje wiedziałam. Tak na boisku jak i poza nim, tym razem także chciałam udowodnić, że dam radę.
Tutaj mogłam pozbyć się tej „nadmiernej energii”, zostawić złe emocje za sobą… Było to trochę jak terapia!
Początki były strasznie ciężkie. Każda praworęczna osoba, która z jakiegoś powodu musi zacząć funkcjonować jak leworęczna będzie wiedziała, o czym mówię. Tak było i w tym przypadku. Sporo czasu zajęło mi „nauczenie się” lewej ręki... Zupełnie inaczej się rzuca, inaczej łapie, inaczej wyskakuje… Tak naprawdę wszystko było dla mnie inne… nowe!

Z czasem zaczęło wychodzić, gdy w głowie zakodował się ten inny sposób było o wiele lżej, a wtedy i wszystko inne znowu zaczęło dawać tą samą przyjemność!

Taka zmiana pozycji nauczyła wiele; zarówno w kwestii gry jak i codziennego życia.
Dzisiaj nie robi mi różnicy czy robię coś prawą czy lewą ręką. Którą piszę, którą maluję paznokcie, odkręcam słoik… Mogę nawet powiedzieć, że obecnie częściej używam lewej pomimo tego, że od zawsze byłam praworęczna…

                Chociaż początki z prawym rozegraniem nie były łatwe to pokochałam tą pozycję całym sercem, a i w sercu była już tylko piłka ręczna. Z dnia na dzień wkręcałam się w to coraz bardziej i tak samo mocno podporządkowywałam pod nią całe moje życie. Zawsze trzeba było udowadniać, że jest się wystarczająco dobrym, że da się radę, szczególnie, że nigdy nie byłam odpowiednio wysoka jak na swoją pozycję to jakoś szło. Wielokrotnie słyszałam, że jestem za niska, że może na skrzydło, że tam będzie łatwiej, ale ja nie chciałam łatwiej… Pracowało się dwa razy ciężej, do momentu, aż sama byłam zadowolona z efektów. W głowie zaczęły pojawiać się jakieś poważniejsze myśli związane z dalszą grą, a gdy nadszedł czas wyboru gimnazjum nie miałam wątpliwości, że chciałabym spróbować w SMSie. Papiery złożone, dostać się dostałam, a wszystko pokrzyżowała kontuzja, która wtedy była jedynie początkiem złego.

W gimnazjum zostałam u siebie w mieście. Udało się jakoś dalej pograć.. przynajmniej przez chwilę, a potem były łzy, płakanie po nocach i koniec marzeń o dalszej grze.  Są takie kontuzje, które w zasadzie nie dają większych szans na powrót i tak właśnie było w tym przypadku.
Nie ma nawet mowy żeby się z tym pogodzić, jednak trzeba było przyjąć to do wiadomości i nauczyć się żyć dalej. Nie wielu wie ile poświęciłam, ile kosztowało to zdrowia, serca i ile łez, trzeba było wiele wyrzeczeń żeby spełniać swoje marzenia, które potem prysły jak bańka mydlana, jednak niczego nie żałuję i nigdy nie żałowałam!!

                Piłka ręczna nauczyła naprawdę wiele. Dzięki niej zyskałam wiele wytrwałości, zawziętości, uporu.. pokory, ale także wiary we własne siły i w marzenia! Dzisiaj dzięki temu nie ma strachu. Nie lubię się bać! W głowie zostają wszystkie wspomnienia, przeżycia, które ciągną dalej w ciężkich sytuacjach teraz.

To nie była nauka tylko dla ciała, ale również dla głowy. Być może przede wszystkim dla głowy! W czasie, gdy grałam, gdy myślałam, że to będzie to na czym skupię swoje całe późniejsze życie zaszła we mnie olbrzymia przemiana. Ten kto zna mnie od zawsze widzi. Mimo, że zostałam charakterna to umiem to już wykorzystać w sposób najlepszy dla siebie, umiem skutecznie wyegzekwować to co mi się należy!

Każdego dnia sport uczy mnie wciąż czegoś nowego tylko, że widzę to również z innej perspektywy niż dawniej.

Dzięki grze poznałam wielu wspaniałych ludzi, nauczyłam się wiele o sobie i będę to robić dalej. Mam nowe plany z tym związane i nie chce ich odpuszczać. Wiem, że tu jest moje miejsce, moja droga, że to jest mój świat… Świat o który chce i będę walczyć!


"Kulinarna Środa"- Karmelowe Latte warstwowe

"Kulinarna Środa"- Karmelowe Latte warstwowe

Dziś czas na coś do picia.
W "Kulinarnej Środzie" postanowiłyśmy opublikować i takie nasze "kuchenne eksperymenty".
Zapraszamy na Karmelowe Latte.


Pewnego razu podczas zakupów w sklepie zauważyłam coś co przypadło mi do gustu.
Mokate wypuściło serię smakowych (warstwowych!) kaw w proszku, które wykonamy w domu- bez ekspresu!

Wybór padł na latte karmelowe.
Przepis jest bardzo prosty.

Do dużej szklanki wsypujemy jedną z saszetek i zalewamy ok. 200ml wody, mieszając z tej części otrzymujemy karmelową piankę, a drugą saszetkę w której jest kawa wsypujemy do małej filiżanki i zalewamy 30ml wody.

Następnie łyżką powoli wlewamy kawę do pianki w taki sposób, aby kawa znalazła się między dwoma warstwami pianki.
Z wierzchu możemy posypać jeszcze np. czekoladą, dodać bitą śmietanę czy lody.

Kawa gotowa! ;)
Krew- dar życia. Ważna nie tylko w ciągu roku, ale i w wakacje! Ratujmy życie innych!

Krew- dar życia. Ważna nie tylko w ciągu roku, ale i w wakacje! Ratujmy życie innych!

W ostatnich dniach często słyszy się czy to w radio czy telewizji, że  w większości szpitali zaczyna brakować krwi. W regionalnych centrach krwiodawstwa zapasy wyczerpują się.


Na dzień dzisiejszy krwi brakuje m.in. we Wrocławiu, Opolu, Rzeszowie.

RCKiK Wrocław

RCKiK Opole
RCKiK Rzeszów
Ale również w innych placówkach
RCKiK Olsztyn

RCKiK Poznań

RCKiK Bydgoszcz

RCKiK Gdańsk

RCKiK Kielce

RCKiK Zielona Góra

RCKiK Warszawa

Najcięższa sytuacja z krwią grupy A RhD-. B RhD-, O Rh-,  której nie ma już w większości szpitali i bankach krwi. 

Wakacje są okresem, gdzie ten problem nasila się, dawców nie przybywa, a osoby regularnie krew oddające wyjechały na urlopy.
Regionalne centra krwiodawstwa zachęcają do rejestracji i oddania krwi na wszelkie sposoby- oferują w nagrodę  koszulki, opaski, czekolady, bilety do kina, kubki, itp..

Cały proces oddania krwi trwa ok. 30 minut. Wszystko uzależnione jest od organizacji. Na samym początku musimy się zarejestrować, Pani w rejestracji poprosi nas o dowód tożsamości, bo tylko osoby pełnoletnie mogą oddać krew!

Po podaniu naszych danych, telefonu kontaktowego dostaniemy kwestionariusz do wypełnienia, który zawiera ok. 30 pytań typu TAK/NIE, a jego wypełnienie trwa do 5 minut.
Następnie udajemy się lekarza (jest On na miejscu, czy to w placówce czy busie, jeśli oddaje się krew na akcji wyjazdowej).
Pobierana jest od nas niewielka ilość krwi do wstępnych badań, lekarz po zmierzeniu nam ciśnienia i osłuchaniu nas wystawia bądź nie wystawia nam zgody na oddanie krwi. Wszystko zależy od stanu naszego zdrowia.

Kolejnym etapem jest udanie się do  miejsca poboru krwi, gdzie tak naprawdę wszystko się zaczyna. Rozsiadamy się w wygodnym fotelu, gdzie pielęgniarka podłącza nam do ręki worek transfuzyjny, gdzie zbierać się będzie nasza krew. Jednorazowo możemy oddać do 450 ml krwi. W moim przypadku trwało to jakieś  8 minut.

Na tym kończy się nasze oddawanie krwi. Jest to moment, w którym jesteśmy obdarowywani przeróżnym prezentami.




Osoby, które posiadają książeczkę honorowego dawcy krwi, dostają tam wpis z ilością oddanej krwi, datą i miejscem. Po pierwszej rejestracji taka książeczka przyjdzie do nas pocztą. Są w niej nasze dane, adres zamieszkania, pesel oraz określona nasza grupa krwi.






Z własnego doświadczenia mogę Wam powiedzieć, że jest to praktycznie dla nas bezbolesna akcja, która może uratować komuś życie! Atmosfera jest bardzo przyjemna, wszyscy z personelu dbają by czuć się tam bardzo dobrze. Kobiety mogą odda krew mniej więcej raz na 3 miesiące, a mężczyźni co 2 miesiące

Zachęcamy Was bardzo do dzielenia się tym darem życia.  Sama oddałam krew już dwa razy i zamierzam robić to nadal regularnie. My nic nie tracimy a inni zyskują szanse na życie. Kto wie czy sami kiedyś nie będziemy potrzebować takiej pomocy...

Warto również wyrobić sobie „Krew kartę”. Jest to plastikowa karta, rozmiarów dowodu osobistego, na której podana jest nasz grupa krwi z wszystkimi innymi danymi. 

Mając ją przy sobie, w przypadku konieczności przetoczenia nam krwi, czas oczekiwania na transfuzje skraca się o ok. 30 min.




Idźmy oddać krew, zabierzmy rodzinę, znajomych, zróbmy coś dobrego dla innych. Poczucie własnej wartości wzrasta ;)

Copyright © 2016 1001 Podróży , Blogger