Mecz Polskiej Reprezentacji to coś więcej niż mecz. To ludzie, atmosfera i niesamowite emocje! Mistrzostwa Europy 2016 w piłce ręcznej: Polska vs. Francja

Mecz Polskiej Reprezentacji to coś więcej niż mecz. To ludzie, atmosfera i niesamowite emocje! Mistrzostwa Europy 2016 w piłce ręcznej: Polska vs. Francja

            Tak samo jak w przypadku Wrocławia, głównym celem naszego wyjazdu do Krakowa był oczywiście mecz!
Tym razem spotkanie Polska- Francja
Kiedy jedzie się na spotkanie reprezentacji to jest to naprawdę coś więcej niż tylko mecz.
To niesamowite emocje, wspaniali ludzie i niepowtarzalna atmosfera. To wszystko sprawia, że poza widowiskiem sportowym uczestniczymy w spektaklu. Jedynym i niepowtarzalnym!




Nie wiem jak nam się udało to zrobić, ale zdobyłyśmy bilety na dwa najlepsze mecze w grupach. O tym we Wrocławiu już pisałam, a teraz nadszedł czas na starcie naszych Orłów z Francuzami.
Ogólnie kraju tego ani jego mieszkańców nie darzę sympatia, ale przyznać trzeba, że jest to drużyna bardzo utytułowana i już od losowania miał to być najcięższy dla nas mecz.
Czy był? Hmmm może zacznijmy od początku!
            W czasie obiadu znalazłyśmy najbardziej pasujące nam połączenie i starając się odnaleźć ten właściwy przystanek doszłyśmy na niego w zasadzie równo z tramwajem- który oczywiście był PEŁNY! Ledwo się wcisnęłyśmy, ale jakoś się udało.
Kilka przystanków i miałyśmy być na miejscu. Niestety musiałyśmy wysiąść koło AWFu, a nie pod halą, bo to właśnie stamtąd miałyśmy jechać później na dworzec, a wolałyśmy poznać drogę za dnia, niż nocą!
            Wysiadłyśmy i szłyśmy, szłyśmy… 5 min, 10…. 15…
Gdy w końcu zobaczyłyśmy oznaczenie kierujące na halę byłyśmy przeszczęśliwe. Wyjęłyśmy ostatnie resztki jedzenia, które nam zostały i wciągnęłyśmy je na szybkiego, aby tylko nie trzeba było wyrzucać. Doszłyśmy do bramy… i okazało się, że tędy nie wejdziemy!
Złe byłyśmy, ale co zrobisz- zawróciłyśmy i poszłyśmy dalej. Szłyśmy tak jeszcze z 10 min, ale w końcu dotarłyśmy do celu. 



Wszędzie dookoła zbierali się już kibice. Z daleka było słychać trąbki, śpiewy itp.
            Przyspieszyłyśmy kroku i ruszyłyśmy do wejścia. Udało się wejść bez kolejki.
Znowu czepiali się o jedzenie, o trąbki, aparaty.. w zasadzie o wszystko, ale jakoś udało się w miarę bezproblemowo.
Jedynie oznaczenie na hali wprowadza w lekkie zagubienie..
            Żebyście widzieli moją minę kiedy zobaczyła zobaczyłam, że PONOĆ mamy miejsca w sektorze z FRANCUZAMI.



Ooo nie. Co to to nie. Drażni mnie ten język jak cholera i 4 godziny to bym tak nie wytrzymała!
No po prostu nierealne! Na szczęście okazało się, że nasze miejsca są z drugiej strony wejścia.
Ufff!
            Potem było już tylko przyjemniej. Dookoła sympatyczni ludzie. Było się z kim i z czego pośmiać.
            Jeszcze na pierwszym meczu hala w zasadzie świeciła pustkami i trochę bałyśmy się, że tak już zostanie. Prawdę mówiąc to same nie wiedziałyśmy komu mamy kibicować, ale jako, że mam jakiś tam sentyment do Serbów to dopingowałyśmy właśnie ten zespół.



Niestety. Nieudało się i to Macedończycy przeszli do kolejnej rundy.

            Z każdą minutą hala wypełniała się coraz bardziej i puste miejsca zaczynały znikać. Kilka minut przed naszym meczem było ich już naprawdę niewiele.
            Każde spotkanie naszej kadry to wielkie święto. Kibice zjeżdżają się z całego kraju- tak samo było również w naszym przypadku.
Cała ta otoczka- barwy narodowe, wspólnie odśpiewany hymn, to tworzy tak niesamowitą atmosferę… UWIELBIAM JĄ!

Warta jest ona naprawdę wszystkich pieniędzy i mnóstwa wyrzeczeń! Każdemu polecam doświadczenie czegoś takiego.
            W sektorze tuż za bramką byli ludzie z klubu kibica, którzy prowadzili w zasadzie doping na hali. Było naprawdę głośno!



Cały mecz przestany, a wychodząc ręce były naprawdę czerwone, a gardło prawie nie wydobywało z siebie dźwięków.






Adrenalina skakała z każdą akcją, a nasi pokazali klasę światową!
Większość akcji wykonana była po Mistrzowsku i dosłownie nie daliśmy rywalom dojść do swojej gry.








Mecz był naprawdę świetny, nasi myślę, że zaskoczyli większość tym jak odskoczyli Francuzom, a my byłyśmy bardzo dumne, że mogłyśmy być częścią tego widowiska.
Było naprawdę niesamowicie!





            Spotkanie zakończyło się jakoś po 22, więc razem z tłumem wyszłyśmy na autobus. 



Niestety. Tłumy szybko się rozeszły i gdy przed północą wsiadałyśmy w kolejny tramwaj mający dowieźć nas na pociąg do domu na mieście nie było już w zasadzie widać żywej duszy- brr aż tak dziwnie było!
2 godziny na Płaszowie, a kilka minut po 4 byłyśmy na dworcu w Katowicach.

Trochę to męczące, ale naprawdę zdecydowanie warto poświęcić te kilka godzin, by móc uczestniczyć w takiej imprezie! ;D

Wspomnienia z tego meczu są niesamowite. Wybierając zdjęcia, które tutaj dodamy, na naszych twarzach uśmiechy od ucha do ucha!

Teraz Was serdecznie zapraszamy do obejrzenia kilku migawek z tego wydarzenia. 
Mamy nadzieję, że się Wam spodobają! ;)





















Królewski Wawel zimą- spokojne zwiedzanie!

Królewski Wawel zimą- spokojne zwiedzanie!

Krakowski rynek… piękne miejsce. Po 2 czy 2,5godzinnym spacerze (o którym pisałyśmy już TUTAJ) miałyśmy trochę dosyć. Polecamy wszystkim również zimę, ale może przy ciut mniej mroźnej pogodzie. (albo chociaż na krótszy czas).
Dla małej odmiany wybrałyśmy się więc na Wawel.                                                                     

Krakowski rynek zimą zdumiewa spokojem. Zapraszamy lubiących ciut niższe temperatury. ;)

Krakowski rynek zimą zdumiewa spokojem. Zapraszamy lubiących ciut niższe temperatury. ;)

            Styczeń już od dawna zapowiadał się dla nas bardzo intensywnie- i bardzo dobrze! Miałyśmy dosyć leniwy pod względem wyjazdów grudzień, więc czas było to w końcu nadrobić!
Na początek mój przyjazd do Żywca, później MECZ we Wrocławiu, oraz miasto o którym już pisałyśmy TUTAJ i TUTAJ.
Kolejnym naszym celem był Kraków!                                                                                           
Mistrzostwa Europy 2016- piłka ręczna. Nasze dwa mecze we Wrocławiu!

Mistrzostwa Europy 2016- piłka ręczna. Nasze dwa mecze we Wrocławiu!

            Podróż do Wrocławia o której mogliście czytać w dwóch ostatnich postach miała swój cel nadrzędny- mecz piłki ręcznej!


O tym, że Mistrzostwa Europy odbędą się w naszym kraju było wiadomo już bardzo długo, że Wrocław ugości część drużyn- trochę krócej, jednak gdy tylko dowiedziałyśmy się, że zagrają tam Niemcy- decyzja była prosta. Jedziemy!
Pisałyśmy o tym kilka postów wcześniej. TUTAJ

Walka o bilety naprawdę nie jest tak prosta jak się części ludzi wydaje. Nie działa to na zasadzie wejścia na stronę i kupienia biletów takich jakie się chce, a na walce o jakiekolwiek (jakie by nam chociaż trochę odpowiadały i na jakie będzie nas stać!)

            Od naszego pierwszego meczu reprezentacyjnego w tej dyscyplinie minęło już trochę czasu (czerwiec 2014 KLIK ), więc nie mogłam się już doczekać tego spotkania.
Wtedy grali Niemcy z Polakami, a obie te reprezentacje są dla nas niesamowicie ważne, emocje wtedy jak i teraz były ogromne!

Co prawda w międzyczasie byłyśmy na kilku młodzieżówkach, czy też na MŚ w siatkówce, jednak to nie to samo…

Nie mogę powiedzieć, że emocje trzymały od nie wiadomo kiedy- działo się tyle, że nie było nawet czasu o tym myśleć, a chyba do ostatniego momentu nie mogłam uwierzyć, że jedziemy, jednak gdy wjechaliśmy do Wrocławia.. tak, wtedy to poczułam!

            Zawsze przy okazji meczu staramy się jeszcze jak najwięcej zwiedzić- nie inaczej było tym razem, co możecie zobaczyć TUTAJ i TUTAJ ,a coś jeszcze mamy dla Was przygotowane.
Sama wizyta na hali była naprawdę przyjemna.

            Na czas Mistrzostw uruchomiono specjalną linię tramwajową T4, która kursowała z rynku pod samą halę i była darmowa dla wszystkich posiadających ważny bilet na dany dzień.
W pierwotnym planie miałyśmy wybrać się tam pieszą, jedna pogoda nie sprzyjała i odechciało nam się kolejnych kilometrów na nogach w „lekkim” zimnie.
Kilka minut tramwajem w którym już czuło się atmosferę międzynarodowego turnieju. Na przestrzeni kilku metrów kwadratowych mieszało się kilka języków, co sprawiało świetne wrażenie! Dosłownie chwila i byłyśmy na miejscu. 

Wszędzie dookoła pełno ludzi, ustawiona strefa kibica, a hala oświetlona kolorowymi światłami.
            Do wejść ustawiła się już spora kolejka i przyszło nam czekać dobre kilkanaście minut- a wszystko przez kontrole. Nie można było wnieść ani jedzenia, ani picia, ani kamer… nawet aparaty kazali zostawiać w depozycie. Jedynie MAŁE KOMPAKTOWE, bo lustrzanka z podstawowym obiektywem to według ochroniarzy profesjonalny sprzęt (pomimo tego, że na stronie, w regulaminie dopuszczali takie z obiektywem do 10cm).

            Gdy już w końcu udało się nam wejść i odnaleźć swoje miejsca zaczęło się święto!
Jakże cieszyło mnie, gdy gdzieś za sobą słyszałam chociażby szepty po niemiecku, bądź ktoś zwrócił się do nas w tym języku- znów mogłam poczuć się jak w Domu!





            Powitanie drużyn, hymny i cała otoczka znana z wielkich imprez, a potem sam mecz.
Niemcy vs. Hiszpania. 



Powiem szczerze, że gdybym nie musiała walczyć o bilety, a mogła tak po prostu wybrać dowolne spotkanie w tej grupie to byłoby to to samo starcie!
Hiszpański zespół również darzę pewną sympatią, jednak ma się ona nijak do tej do niemieckiej drużyny! Serce jest tylko jedno, a ono podpowiadało jednoznacznie.
Świadomość ciężkiego meczu była jasna. Liczne kontuzje znacząco osłabiły nasz zespół, jednak to sport. Wszystko weryfikuje boisko, a fakt faktem jest taki, że młodzi, mniej znani zawodnicy są słabiej rozpisani przez statystyków rywali i naprawdę potrafią namieszać!
Tak też było w tym przypadku.








Mi osobiście brakowało gry przez skrzydło- być może to tylko i wyłącznie moje odczucia, ale chciałabym zobaczyć trochę więcej tego układu na boisku. Jeśli spojrzeć na to jakich zmian trzeba było dokonać w składzie to myślę, że ten mecz i tak wypadł pozytywnie.







            Jakiś wpływ na wynik miał pewnie również brak Jorge Maquedy, który to po pierwszej połowie otrzymał czerwoną kartkę i resztę spotkania oglądał już z trybun.
Czy sędziowie przyznali słusznie aż taką karę? Moim zdaniem tak!
            Gwizdek kończący pierwszą połowę, ostatni rzut dla Hiszpanów, ustawiony blok Niemiecki i rzut. Strzał prosto w twarz! 




Doskonale znam takie sytuacje, nie raz doświadczyłam na własnej skórze moc takiego uderzenia i wiem co może spowodować. Tym razem również wyglądało to strasznie.



Strzał i padnięcie na ziemie. Chwila całkowitego bezruchu, lekarz, lud… na szczęście wszystko skończyło się w bez kontuzji- poza mocno zbitym nosem!

A jeśli chodzi o sytuację… co innego, gdy wszystko dzieje się szybko, w czasie gry, gdy wszyscy są w ruchu. W danym momencie jest się tu, ułamek sekundy później kilka cm dalej, akurat na trasie rzucanej piłki- wtedy można zrobić niewiele gdy zawodnik spotka się z rzuconą (bądź chociażby rzucaną) już piłką, jednak tutaj… Niemcy stali przecież w zasadzie bez ruchu i takie uderzenie…
Dla mnie to również strzał na czerwoną kartkę!!

Po przerwie Hiszpanie z tym osłabieniem również musieli sobie radzić.
Niemcy bez kilku znanych nazwisk dobrze grali ten mecz przez sporą część czasu, układał się on nawet korzystnie dla nas- pod koniec Hiszpanie jednak pokazali klasę i udało im się wygrać.
           








            Czy było mi smutno? Tak, było. Ale sama możliwość bycia na tym meczu, poczucia tych emocji, zobaczenia mojego ukochanego boiska, no i spotkania tych wszystkich ludzi na hali była czymś niesamowitym. Przywołało to we mnie liczne wspomnienia i dało takiego kopniaka do dalszej pracy!



            Kolejne spotkanie Szwecji ze Słowenią było już (niestety) po poprzednim meczu czymś w rodzaju… dodatku. Nie miałam faworyzowanej drużyny, więc i to kibicowanie nie było do końca takie jakie lubię. Ciężko było również ze względu na przegraną.

Pomimo tego chętnie zostałyśmy do końca! Szwedzi chyba przyzwyczaili do tego, że od pewnego czasu prezentują dany poziom, jednak mnie Słowenia również pozytywnie zaskoczyła.









Była również postać, która w tym drugim meczu zwróciła na siebie uwagę- czy grą? I tak i nie. Jesper Nielsen….
Dostać 2 kary w ciągu 10 min to trzeba umieć, a po tym nie grać prawie do końca, wejść ok. 5 min przed ostatnim gwizdkiem i znów wylecieć na 2 min, by oglądać samą końcówkę z trybun…
Cóż- zdolni i zdolniejsi. Twarda gra i jej konsekwencje!


            Ponad 4,5h spędzone na hali, dwa mecze.. było świetnie! Chętnie powtórzyłabym to jeszcze raz (tylko może z innym wynikiem najważniejszego meczu ;) )
Powrót „wesołym tramwajem” również miło wspominam. Przyśpiewki w różnych językach i ogólnie pozytywna energia w powietrzu są świetne!!

            Po meczu trzeba było jeszcze wrócić do domu. Nocny rynek, a potem dworzec i pociąg do Katowic. 4 rano, a my z kawcią z Mcdonalda wsiadałyśmy w ostatni pociąg tego dnia.
25 godzin bez snu, miasto, kilkanaście odnalezionych krasnali, mecz, dobra zabawa i mega pozytywna atmosfera.

Zdecydowanie polecamy wszystkim!! 
Copyright © 2016 1001 Podróży , Blogger